Dlaczego schemat zatrudniania cudzoziemców przez organizacje religijne zwrócił uwagę dziennikarzy
Wiosną tego roku jednym z najgłośniejszych śledztw dziennikarskich dotyczących nielegalnego zatrudniania cudzoziemców w Polsce był reportaż stacji TVN24 «Święty biznes. Misjonarze z Kolumbii». Dziennikarze zakwestionowali legalność modelu, w którym cudzoziemców zatrudniano za pośrednictwem zarejestrowanych organizacji religijnych, mimo że faktycznie pracowali oni w przedsiębiorstwach komercyjnych.
Historia szybko wykroczyła poza ramy medialnego skandalu. Zwróciła uwagę rządu, prawników oraz ekspertów prawa migracyjnego, ponieważ pokazała, że problem może tkwić nie tylko w możliwych nadużyciach ze strony poszczególnych agencji zatrudnienia czy pracodawców, lecz także w samej konstrukcji polskiego prawa, która dopuszcza różne interpretacje niektórych przepisów.
Jak dokładnie działał ten mechanizm, dlaczego w ogóle był możliwy oraz jakie konsekwencje prawne mogą grozić jego organizatorom – wyjaśniamy poniżej.
W swoim śledztwie dziennikarze TVN24 opisali szereg elementów schematu, które – według ich ustaleń – umożliwiały zatrudnianie cudzoziemców bez przechodzenia standardowej procedury legalizacji pracy.
Pierwszym elementem schematu było wykorzystanie organizacji religijnej. Jak wskazuje TVN24, polskie przepisy przewidują stosunkowo prostą procedurę rejestracji nowego kościoła lub innego związku wyznaniowego. W tym celu należy złożyć dokumenty do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, przedstawić opis doktryny oraz zebrać podpisy 100 osób.
W chwili publikacji materiału śledczego w Polsce zarejestrowanych było 178 kościołów i innych związków wyznaniowych, a kolejne 14 znajdowało się w trakcie rejestracji.
Według dziennikarzy to właśnie niektóre z takich organizacji były wykorzystywane do formalnego zatrudniania cudzoziemców.
Kolejnym etapem było nadanie cudzoziemcowi statusu osoby wykonującej funkcje religijne. W tym celu organizacja religijna wydawała dokument wewnętrzny – dekret misyjny lub inne oficjalne skierowanie.
Formalnie dana osoba przyjeżdżała do Polski w celu prowadzenia działalności misyjnej lub innej działalności religijnej. Faktycznie jednak – jak twierdzą dziennikarze – pracowała w zakładzie przetwórstwa mięsnego, na budowie, w centrum logistycznym, tartaku lub innym przedsiębiorstwie.
Autorzy zwracają również uwagę, że w przypadku osób wykonujących funkcje religijne składki na ubezpieczenia społeczne w ZUS są finansowane z Funduszu Kościelnego, co – ich zdaniem – pozwalało znacząco ograniczyć koszty związane z zatrudnieniem takich „pracowników-misjonarzy”.
Dziennikarze opisali także mechanizm przepływu środków finansowych w ramach tego modelu zatrudnienia. Według ich ustaleń pracodawca opłacał usługi agencji, agencja przekazywała część środków organizacji religijnej, a ta następnie wypłacała pieniądze pracownikom. Jednocześnie środki te mogły być kwalifikowane nie jako wynagrodzenie za pracę, lecz jako zwrot kosztów związanych z wykonywaniem misji.
Zdaniem autorów śledztwa właśnie taka konstrukcja pozwalała omijać niektóre wymogi prawa pracy, prawa podatkowego oraz przepisów dotyczących ubezpieczeń społecznych.
Najciekawsze w tej historii jest to, że organizatorzy nie stworzyli odrębnego mechanizmu legalizacji pracy, lecz wykorzystali wyjątek, który już istnieje w polskim prawie.
Obowiązujące Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 20 listopada 2025 r. przewiduje, że niektóre kategorie cudzoziemców mogą wykonywać pracę bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Wśród nich wymieniono duchownych, członków zakonów oraz osoby wykonujące funkcje religijne w kościołach i innych związkach wyznaniowych wpisanych do odpowiedniego rejestru.
Jednocześnie przepisy nie posługują się pojęciem „misjonarz”. Używają znacznie szerszego określenia – osoba wykonująca funkcje religijne. Co więcej, osoby te mogą wykonywać pracę nie tylko bezpośrednio w kościele lub organizacji religijnej, lecz także w innym podmiocie, jeżeli zostały tam skierowane przez właściwy organ danego kościoła.
To właśnie to sformułowanie stało się przedmiotem dyskusji po publikacji śledztwa. Przepisy nie wyjaśniają bowiem, co należy rozumieć przez wykonywanie funkcji religijnych, ani nie określają jednoznacznych kryteriów, na podstawie których osoba może zostać skierowana do pracy w innym podmiocie.
Według TVN24 to właśnie tę konstrukcję prawną wykorzystywali organizatorzy opisywanego schematu.
Czy oznacza to, że taki model jest zgodny z prawem? Niekoniecznie. Sam fakt istnienia wyjątku od ogólnej zasady nie oznacza jeszcze, że można go wykorzystywać do dowolnej działalności.
Polskie przepisy rzeczywiście zwalniają z obowiązku uzyskania zezwolenia na pracę tych cudzoziemców, którzy wykonują funkcje religijne. Jeżeli jednak podczas kontroli okaże się, że dana osoba faktycznie pracowała w zakładzie produkcyjnym, magazynie czy na budowie jak zwykły pracownik, organy państwowe będą oceniały nie nazwę dokumentów, lecz rzeczywisty charakter stosunku prawnego.
Dlatego po publikacji materiału dziennikarze zapytali wiceministra spraw wewnętrznych Tomasza Szymańskiego, czy taki model jest zgodny z prawem. Jego odpowiedź była wymowna: „Zgodnie z prawem jest”.
Jednocześnie dodał, że przepisy wymagają zmian, jeśli umożliwiają stosowanie podobnych mechanizmów.
Pomimo istnienia takiego wyjątku w przepisach, wykorzystywanie go niezgodnie z jego przeznaczeniem może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych.
Dla agencji zatrudnienia może to oznaczać odpowiedzialność administracyjną za nielegalne powierzenie pracy cudzoziemcom, kontrole ze strony właściwych organów, wysokie kary finansowe, a w niektórych przypadkach również ryzyko utraty prawa do prowadzenia działalności jako agencja zatrudnienia.
Nie mniejsze ryzyko dotyczy pracodawców. Jeżeli zostanie ustalone, że przedsiębiorstwo faktycznie korzystało z pracy cudzoziemców bez odpowiednich podstaw prawnych, konsekwencjami mogą być grzywny, obowiązek dopłaty składek na ubezpieczenia społeczne, roszczenia podatkowe, a także ograniczenia dotyczące dalszego zatrudniania cudzoziemców.
Ponadto, jeśli organy ścigania uznają, że dokumenty wydawane przez organizacje religijne były wykorzystywane wyłącznie w celu ukrycia rzeczywistych stosunków pracy, ocena prawna może wykraczać daleko poza przepisy prawa pracy i obejmować również inne obszary odpowiedzialności.
Jeśli zauważą Państwo, że proponuje się Państwu taki schemat w praktyce rekrutacyjnej – prosimy tego nie ignorować. Państwo polskie coraz częściej przenosi odpowiedzialność za legalność zatrudnienia cudzoziemców oraz współpracy z agencjami pracy na biznes: naruszenia grożą karami finansowymi, sporami sądowymi, utratą reputacji i kontrolami. To niebezpieczne. Prosimy współpracować z agencjami, które działają legalnie i weryfikują dokumenty.
A jeśli zetknęli się Państwo z oszustami – prosimy zgłosić nam to anonimowo:
Przekaż dodatkowe informacje, zdjęcia, wideo lub dokumenty związane z opisaną sprawą.